Kategorie: Wszystkie | Filmikowe | Ilustrowane | Raca | Relacje | Samo gadanie | Zapiski o... | agility
RSS
sobota, 29 listopada 2008
Mistrzostwa Polski Agility 2008 - sobota

W miniony weekend, w gościnnej hali w Łącku, rozegrane zostały Mistrzostwa Polski Agility. Na zawodach, jak zwykle, mnóstwo starych znajomych, a także sporo nowych twarzy - hura! Rzesza agilitowych wariatów powiększa się! :)

Organizacja zawodów nienaganna, torki nawet-nawet (nie licząc tego, że egzaminy A2 były łatwiejsze niż A1, no i openy na MP mogłyby być nieco trudniejsze...) i pierwszy raz w historii aż cztery osoby na zawodach paradowały w koszulkach Artefaktu!! Oprócz stałego składu - Pauli i mnie - dołączyły "siostry JiM", czyli Julia i Martyna. Martyna debiutowała z Daisy i myślę, że mogą debiut zaliczyć do udanych :) BRAWO dziewczyny :) 

Ja z zawodów jestem zadowolona raczej średnio, bo zawaliłam to, na czym mi najbardziej zależało, czyli egzaminy (tak to jest, jak się chce za bardzo...). Dla odmiany za to zaliczyłam wszystkie biegi openowe, co mi się jeszcze nigdy nie zdarzyło ale w sumie dwa z nich lepiej było zdetkować, lepiej by to wyglądało w tabelkach wyników

Pierwszy bieg - wiadomo, na straty, wykładzina śliska jak jasny gwint, pies się musi przystosować. Una biegła woooooooooolno. Przed slalomem chciałam zacieśnić jej zakręt, ale zrobienie dwóch zmian na wejściu w slalom na zawodach to okazało się być za dużo, więc mi Uniakowa wypadła. Reszta nienajgorzej, nie licząc tempa i tej ślepej zmiany, którą pozwoliłam jej zrobić...

 

Drugi bieg to ten felerny egzamin A2. Torek łatwy. Una wypadła ze slalomu. Licho wie dlaczego. Poza tym biegła nieco szybciej. Bardziej się ślizgała. Wystraszyła się* huśtawki.

 

Trzeci i ostatni bieg w sobotę to agility open. Byłam absolutnie pewna, że Una, wystraszywszy się w poprzednim biegu huśtawki, tym razem zrobi flajerka (czyli pobiegnie przez huśtawkę i zeskoczy nie zwalniając i nie czekając, aż ona opadnie). Biegłam z nastawieniem, że tą huśtawkę poprawiam. Tymczasem Una zrobiła huśtawkę bardzo ładnie a ja z wrażenia zapomniałam dalszego ciągu toru hmm po huśtawce? hopka! acha, hopka! a co po hopce? co? jasny gwint, acha, slalom! (i stąd ten koszmarnie szeroki łuk) na slalomie miałam chwilę, żeby się zastanowić co dalej, ale i tak zapomniałam Unie wołać, że strefę na kładce wypada zaliczyć. W efekcie ona zrobiła coś mega dziwnego - skoczyła strefę. Ewidentnie wybiła się do skoku przed strefą - co nie jest aż takie dziwne. Dziwne jest natomiast to, że w locie majtnęła jakoś przednią łapą w taki sposób, że wyraźnie dotknęła tą łapą strefy Oglądałam to potem na filmiku i rzeczywiście tak to było - niestety w jakości youtubowej tego nie widać...

Bilans sobotni wypadł zatem następująco:

A2 - dis

Agility Open - 3 miejsce na 32 zawodników

Jumpin Open - 16 miejsce na 34 zawodników

Agility+Jumping Open - 9/33

 

* po analizie filmików wyszło mi, że Una nie wystraszyła się huśtawki. Ona po prostu nie wbiegła na nią, jak na huśtawkę, tylko tak, jak się wbiega na kładkę - widać, że kompletnie nie przeniosła ciężaru ciała i widać, jak jej huśtawka umyka spod łap. To dlatego w kolejnych biegach robiła ją ładnie - bo już się pilnowała, żeby nie mylić przeszkód :o)

16:30, hulajdusza4 , Filmikowe
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 listopada 2008
Sprawozdanie

Wiem, wiem, dawno nie pisałam, co u nas. To wszystko dlatego, że u nas DUŻO :)

Był znaleziony collie, który, na szczęście, po kilku dniach w schronisku wrócił do swojego domku.

Było seminarium frisbee z Darkiem Radomskim na naszym klubowym terenie:

Loca

Wena

Darek i Ulfi

Była Międzynarodowa Wystawa Psów w Poznaniu, na której robiłam zdjęcia, których nie chce mi się obrabiać ;)

afgan

Były spacery w deszczu:

w deszczu

w wietrze:

w wietrze

i w jesiennym, przebijającym się z trudem przez chmury, słońcu

w słońcu

 

Były Niespodzianki dla Klubowiczów (zdjęcia by JiM):

Odwijanie Niespodzianek:

odwijanie

Składanie

składanie

składanie

Podziwianie

podziwianie

I bieganie!!! :) :)

Una na kładce

Una na palisadzie

 

I na koniec moje ulubione:

razem

wtorek, 11 listopada 2008
Znaleziono psa, czyli o adresówkach słów kilka

11 listopada, 8 rano. Słonecznie, wiatr umiarkowany. Miasteczko jeszcze śpi.

Na spacerze spotykam psa. Jest sam. Wygląda na starego. Jest sam. Z pewnym trudnem łapię go. Próbował oddalić się statecznym kłusem. Ale nie uciekał panicznie. Chwytam za obrożę. Tak! Ma obrożę. Nie mogę wziąć go do domu na dłużej niż 20 minut. Nie mogę go przechować, żeby poszukać jego domu. Pies trafia do schroniska. Serce krwawi, ale cóż zrobić? Trzymam za niego kciuki. Bardzo mocno. Wy też trzymajcie. Jest stary. Potrzebuje domu. Nie schroniska. To on:

znaleziony pies

 

A teraz wyobraźcie sobie inny scenariusz. Chwytam go za obrożę i znajduję adresówkę. Wyciągam telefon i dzwonię pod podany numer. Pół godziny później pies jest w swoim domu.

Na który scenariusz przygotowałeś/łaś swojego psa w razie zagubienia? Nie, nie, nie mów, że adresówka odpada, że jest nieładna albo szpeci i w ogóle, że żadna się nie sprawdza... to wymówki dla Twojego lenistwa! Na allegro adresówki do wyboru do koloru - małe, duże, srebrne, zielone, w kształcie kości, serduszka, sześciokąta, na kółeczko albo do przynitowania do obroży. Ceny? Kilka, kilkanaście złotych. Szkoda Ci tych paru groszy? Wolisz, żeby w takiej sytuacji, jak ten collie na zdjęciu wyżej, trafił do schroniska? Czy do domu? KAŻDY PIES MOŻE SIĘ ZGUBIĆ. Także Twój!