Kategorie: Wszystkie | Filmikowe | Ilustrowane | Raca | Relacje | Samo gadanie | Zapiski o... | agility
RSS
poniedziałek, 28 maja 2007
Nad wodą

Klimat oszalał. W ciągu dnia da się wyżyć jedynie w klimatyzowanych pomieszczeniach (najlepiej leżąc brzuchem do góry i zajadając lody ). Na spacery z psem wypełzam wieczorem, kiedy upiorne słońce wybierze się już oglądać inny fragment Ziemi  i wierzcie - naprawdę nie mam ducha taszczyć ze sobą aparatu... więc ze zdjęciami mojego potowora ostatnio jakoś kiepsko.

Wczoraj jednak wsiadłam wraz z Uną do rozgrzanego niemożliwie samochodu i podjechałyśmy nad wodę. Jak już dojechałyśmy - gęste chmury litościwie skryły słońce, w oddali rozlegały się grzmoty nadchodzącej burzy  Ja to mam szczęście

Zrobiłam jednak trochę zdjęć!

Biegus wśródtrawny

Jambo-jet

Plum!

Pływak po

Pływak powracający

 Pływak wyskakujący

 Pływak proszący o jeszcze

Jeszcze!

 Modelka na siad

Modelka na stój

 A potem szybki powrót do samochodu - w strugach padającego deszczu :)

niedziela, 27 maja 2007
O klikerze i kształtowaniu

Kliker to takie małe pudełeczko wydające charakterystyczny dźwięk "klik-klik" - absolutnie nic specjalnego  Zdecydowanie specjalne jest natomiast to, jak można go używać, czyli to, co nazywa się "metodą klikerową"  W metodzie tej:

  • używamy klikera jako znacznika poprawnego zachowania ("klik" oznacza dla psa "to, co TERAZ zrobiłeś, podobało mi się i zaraz Cię za to nagrodzę) - dlaczego potrzebujemy znacznika? no bo jak podać psu nagrodę, kiedy on np. akurat skacze ponad przeszkodą? a dlaczego kliker, a nie słowo? bo kliker jest precyzyjniejszy
  • nie używamy kar i korekt - nie szarpiemy za obrożę, nie krzyczymy, nie bijemy, nie zakładamy kolczatek czy łańcuszków zaciskowych*

Cóż więc odróżnia metodę klikerową od innych metod pozytywnych? W klikerze ogromny nacisk stawia się na inwencję psa, na jego pomysłowość i kreatywność - oprócz naprowadzania i wyłapywania - technik doskonale znanych wszystkim szkolącym choć trochę pozytywnie - w klikerze mamy też kształtowanie. A kształtowanie to kapitalna gra z psem, gra w myślenie, gra w "ciepło-zimno", która wciąga i psa, i człowieka :) Przy kształtowaniu dajemy psu tylko dwie wskazówki - "klik/smakołyk", która oznacza "tak! idziesz w dobrą stronę!" oraz brak kliku, czyli "nie, to nie o to mi chodzi". Kształtowania trzeba się nauczyć, trzeba wyczuć, jak prowadzić swojego psa w dobrą stronę, w jakim tempie podnosić kryteria, a i pies musi poznać zasady tej gry, zasaday, którą mówią, że ma myśleć i kombinować, modyfikować swoje zachowanie tak, żeby zostać klikniętym. Wierzcie mi - to wciąga

Jak kształtowanie wygląda w praktyce? Biorę pudełeczko ze smakołykami (maleńkimi), kliker i siadam sobie wygodnie na podłodze/kanapie/fotelu  Una przybiega natychmiast i zaczyna kombinować. Najpierw sprawdza, czy działają typowe chwyty - a więc wgapia się przez moment w moją twarz, szuka, czy nie ma czegoś, co dałoby się potargetować tylnymi łapami, po czym rusza łbem na prawo i lewo, trochę tupta. Klikam (i nagradzam) lekki ruch głową w lewo. O!! Una powtarza ten ruch, więc znów go klikam (i nagradzam). Teraz już WIE, na pewno chodzi o ruch głową w lewo, powtarza go znów, ale ja nic, zniecierpliwiona, powtarza ten ruch nieco intensywniej (hej! pańcia! nie widziałaś, że ruszam głową?!?!) i przy okazji przestawia łapę - klik/smakołyk. Acha! Teraz już Una robi cały krok w lewo, który oczywiście klikam (i nagradzam), a Una zastanawia się, czy może chodzi o coś, co leży na lewo od niej? Kieruje się więc w stronę leżącego tam plecaka, kapci i foliowej siatki - klik/smakołyk. Una "zalicza" smakołyk i wraca do leżących na lewo od niej rzeczy - paca nosem plecak. Ja nic. Paca mocniej, ale cofając nos muska przy okazji leżącą siatkę - klik/smakołyk. Jeszcze nie wie o co chodzi, wraca do plecaka, krąży wokół niego i dotyka siatkę łapą - klik/smakołyk. Teraz już załapała, chodzi mi o coś związanego z siatką, idzie prosto do siatki i kładzie na niej łapę - klik/smakołyk. Wraca do siatki, kładzie łapę, ja tym razem nic, więc Una szturcha nosem siatkę - klik/smakołyk. Idzie do siatki, znów szturcha ją nosem, ja za pierwszych razem nic, ale za drugim jednak klikam i nagradzam. Wraca do siatki, próbuje wziąć w zęby! Klik/jackpot (kilka nagródek jedna po drugiej)! Wraca do siatki, bierze ją w zęby i przynosi do mnie - klik/jackpot, koniec sesji Zajęło nam to jakieś 5 minut, pies bawił się świetnie, ja zresztą też :) Jasne, mogłabym po prostu wskazać ręką na siatkę i poprosić, żeby mi ją przyniosła, ale wtedy co z tą całą frajdą?  Zresztą w tym przypadku chodziło wyłącznie o naszą wspólną rozrywkę :)

Oczywiście można kształtować nie tylko ot tak, dla rozrywki - można też kształtowaniem uczyć rzeczy bardziej pożytecznych i przydatnych - można ukształtować psu niemalże wszystko, od chodzenia przy nodze (no, do tego trzeba się ruszyć z kanapy ), aż po... picie wody - ale w każdej sytuacji dobra zabawa liczy się przede wszystkim :)

 

* tak k'woli ścisłości, to zakładam Unie łańcuszek zaciskowy, ponieważ jest on wymaganą obrożą na egzaminach i zawodach PT. Kiedy więc zamierzam trenować posłuszeństwo - zakładam łańcuszek, dzięki czemu mam piękne skojarzenie - "łańcuszek? huraa! ćwiczymy!"  oczywiście NIGDY nie zapinam go na zacisk :)

środa, 16 maja 2007
Aport kiełbasy

W majowy weekend w Płotkach koło Piły odbył się kolejny już obóz klikerowy. Kolejny, na którym nas nie było

Na obozie zwariowani organizatorzy wymyślali różne konkursy - był więc konkurs w staniu na tylnych łapach, w cofaniu, w aporcie surowego jajka i w aporcie... kiełbasy! Tylko jeden pies - Indiana - kiełbasę zaaportował  Pozostałe obiekt do aportowania zjadły

Żałuję, że nie mogłyśmy wziąć udziału w tym konkursie  ciekawe, czy Una dałaby radę

W domu wyszło jej tak: FILMIK - mistrzostwo świata to nie jest, ale...

Ponieważ oskarżono mnie  że to tak tylko w domu - spróbowałam na dworze: FILMIK i na wszelki wypadek nagrałam jeszcze jeden, coby było widać, że to prawdziwe kiełbasy, a nie gumowe z zoologa  FILMIK

Miłego oglądania! :)

21:51, hulajdusza4 , Filmikowe
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 maja 2007
Jeszcze zdjęcia z Łodzi

Una wpadła pod obiektyw jeszcze jednemu fotografowi

Koncentracja na przeszkodzie

 

Koncentracja na przewodniku

Lotnik

Lotnik zapatrzony uszasty

Moja morda kochana

czwartek, 10 maja 2007
Ciągle pada...

Dostałam ostatnio reklamację, że za mało dzieje się w Uny blogu  tak jakbym nie pisała o długoweekendowych zawodach i nie wklejała zdjęć, i w ogóle...

No ale w końcu klient nasz pan  Melduję więc, że w Poznaniu... pada deszcz. Wczoraj i przedwczoraj to padał z przerwami - tzn padał jak byłam na dworze, a jak wracałam - wypogadzało się. Dziś natomiast padał przez cały dzień. Trochę siąpił, trochę padał. A czasem mieliśmy piękne oberwanie chmury. A pies, jak to pies - deszcz czy nie deszcz, spacer się należy. Z bólem serca ubrałam się więc należycie i poszłam. Najgorzej było wyjść z domu, potem było już całkiem przyjemnie... pusto, spokojnie... Ze zdziwieniem odnotowałyśmy obecność na dworze wilczura, który na dodatek wbiegł prosto na Unę, która miała akurat w pysku piłeczkę. Skończyło się na dość sztywnym obejściu się wokół i poszliśmy w swoje strony. Wróciłam z lekka zmoczona, tu coś przemokło, tam coś... pocieszałam się jedynie myślą, że Una to była sucha jedynie w środku

 

środa, 09 maja 2007
Zdjęcia Uny z Łodzi

Foto Artur, zwany Bolszewikiem:

Radość na ostatniej hopce :)

Zaliczona strefka :)

 

Fot. Olga Maniewska

Odwołanie od palisady po drugiej hopce :)

Palisada

Hopeczka

Fotografom dziękuję (i czekam na więcej :))

wtorek, 08 maja 2007
5 maja - zawody agility w Łodzi

Sobotni świt znów zastał nas w drodze - tym razem kierunek: Łódź, zawody agility na Międzynarodowej Wystawie Psów. Duże, ważne zawody, liczone jako eliminacyjne do Mistrzostw Świata i ponad setka zgłoszonych zawodników. Było co robić :)

Tym razem nietypowo zaczynano od jumpingu. Torek dla zerówek płynny, ale z pułapką. Una i Paula biegły pięknie - szybko, na kontakcie, właśnie do czasu owej pułapki :) Ułamek sekundy spóźnione wołanie i detka :) W każdym razie bieg był bardzo ładny, a że Una skoczyła jedną przeszkodę więcej... :)

Potem agility. Pierwsze cztery przeszkody bardzo podstępnie ustawione: dwie hopki i na wprost palisada, podczas gdy psa trzeba było zawrócić o 180 stopni - do tunelu. Reszta torku bardzo przyjemna. Paula z Uną biegły piąte, więc podczas biegów konkurencji błyskawicznie ćwiczyły mocne odwołanie zaraz po skoku. Una weszła na start zdyszana i z jęzorem do ziemi, ale i tak pobiegła pięknie! Ślicznie dała się odwołać od palisady, zaliczyła wszystkie strefy i z czystym przebiegiem zajęła... pierwsze miejsce! Jestem taka dumna, jakbym to ja sama tam biegła W każdym razie dziewczyny spisały się na medal! Na ZŁOTY medal  a dokładniej to pucharek :) który dostałyśmy wraz z karmą dla psa. Trzeba przyznać, że nagrody organizatorzy załatwili takie, że oko bielało

Po raz kolejny Una zajmuje wysokie, lokatowe miejsce w agility oraz łapie detkę w jumpingu - okazało się teraz, że nie zależy to od kolejności biegów. Ciekawe, tym bardziej, że na naszym "torze", na którym trenujemy, nie mamy strefówek :o

Zawody te powinny przejść do historii, ponieważ startowały na nich aż cztery gończe polskie! Saga (BETA Ruś nad Łyną) w A3, PHARA Kłusująca Sfora i MALMA Wiślany Gaj w A1 oraz Una w A0 :)))

Na koniec relacji, jak zwykle - klika zdjęć:

Miło było posiedzieć sobie, pogadać ze znajomymi, postrzelać trochę zdjęć :) Znajomi też strzelali zdjęcia, więc liczę na kilka fajnych zdjęć Uny :)

2 maja - zawody agility w Bydgoszczy

Długi weekend mija nam pod znakiem zawodów agility

Najpierw Bydgoszcz - II Kujawsko-Pomorskie Mistrzostwa Agility 2 maja. To miały być zawody oficjalne, ale tak jakby towarzyskie i nie wiadomo czemu na starcie stawiło się kilkudziesięciu aż zawodników (50? dokładną liczbę podam, jak zawisną w internecie oficjalne wyniki). To znaczy wiadomo dlaczego :) Przecież wszyscy wiedzą, że zawody w Bydgoszczy są fantastyczne, cudowna, piknikowa atmosfera i doskonała zabawa. Czegóż chcieć więcej? Dziękujemy sekcji agility oddziału Bydgoszcz za wspaniałe zawody

W tym sezonie, ze względu na moje problemy zdrowotne, przewodnikiem Uny jest Paula - nasza koleżanka biegająca z nami w naszym "klubie" agility :) Paula ma wszystko to, czego potrzebuje dobry przewodnik psa - zaangażowanie, wyczucie psa, dobrą koordynację ruchową i optymizm :)

Pierwszy bieg w Bydgoszczy to - jak zwykle - agility. Torek wydawał się dość przyjemny, ale miał dwie, nazwijmy to... niepłynności. Pierwsza po wyjściu z miękkiego tunelu - kolejna hopka stała dość daleko i pod kątem prostym. Sporo psów wybiegało z miękkiego tunelu i rozglądało się bezradnie co dalej. Druga to było wyjście ze sztywnego tunelu kierujące psa prosto w stronę palisady, podczas gdy pies miał biec na kładkę. Kilka psów złapało tam dyskwalifikacje, ponieważ psy dotykały palisady, a te, które biegły dobrze, dobiegały do kładki pod dużym kątem (imo ZA dużym biorąc pod uwagę, że były to psy początkujące). W każdym razie w obu miejscach Paula poprowadziła Unę bezbłędnie :) Efekt - 5 punktów karnych za skoczoną strefę na kładce i druga lokata Połowa psów została zdyskwalifikowana, a żaden nie miał czystego przebiegu...
Filmik z tego biegu znajduje się tutaj.

Drugi bieg - jumping. Trochę pokręcony, napewno nietrywialny, nieprzewidzenie jednego niebezpieczeństwa i detka :) ale w pięknym stylu, Una biegła bardzo szybko, szybciej niż w agility :)
Filmik z tego biegu znajduje się tutaj.

W sumie jestem bardzo zadowolona i dumna 

Może jeszcze kilka zdjęć na zakończenie tej relacji :)

I jeszcze sama Una:

  • fot. Anna Sajko:

  • fot. Mokka

29 kwietnia - duuużo zdjęć

Nie odzywałam się tak dawno, że aż wstyd... ale to dlatego, że miałam mnóstwo roboty, siedziałam długo na uczelni, potem powrót, spacer z psem i lulu... Zwykła rutyna... poza tym na spacery z psem nie zabierałam aparatu foto, zdjęcia robiąc raczej "służbowo" :)

Tak więc ustrzeliłam "służbowo" prześlicznego szczeniaka labka:

ustrzeliłam też "służbowo" malinkę przy robocie:

I jeszcze miłą gończą CYNĘ Czarcie Błoto:

I zwariowanego doga:

a potem na mnie nakrzyczeli, że własnego psa nie fotografuję, więc wzięłam się w garść i poprawiłam!

Oprócz błękitnego nieba...

Z metalowym koziołkiem

Piłkoaporter

Pies pociągowy

W międzyczasie, czyli wtedy, kiedy nic nie pisałam, nic też specjalnego się nie działo ;) - ot, spokojne spacerki, zwykłe ćwiczenia, treningi agility z Paulą. Z ciekawszych wydarzeń - wpadłam z Uną na szkolenie obrończe - a tam same wielkie psy, biegający faceci strzelający z bacików, słowem - zamieszanie. W pierwszej chwili Una była nieco zaskoczona, ale błyskawicznie weszła w tryb pracy - poćwiczyłyśmy trochę poważnych rzeczy, trochę niepoważnych, trochę się też popisywałyśmy ;) Pobawiłyśmy się obcymi, najróżniejszymi gryzakami i wróciłyśmy do domu :) Byłam z Uny bardzo dumna :)

//Przenoszę bloga, stąd niezgodność dat :)

30 marca - mnóstwo wrażeń

To był dłuuuuuugi dzień...

Z samego rana poleciałam zapłacić podatek od posiadania psa! Rany, w ostatniej chwili! A potem wskoczyłyśmy z Uną w samochód i pojechałyśmy do Pniew. Najpierw wymiana opon - to był koszmar dla Uny  20 minut nic-nie-robienia  no, jakoś dałyśmy radę  Potem odbiór mięsa dla psa i wizyta u Rodziców w ich domku na wsi...

Una na włościach:

Zaczęłyśmy od spacerku... po polach Una biegała jak szalona:

Potem zobaczyłam, że było tam mnóstwo tropów saren, tak więc Uniaczek był bardzo dzielny! Czasem zdarzało jej się nawet przystawać

Z zielonym jej do twarzy, prawda?

W lasku, przez który przechodziłyśmy, spotkałyśmy ścięte drzewa - takiej okazji przepuścić nie wolno!

Una sprawdziła, czy na takich kłodach też obowiązuje zaliczanie stref?

A potem doszłyśmy do takiej pięknej, podmokłej łąki, na której, oczywiście, nie mogło zabraknąć piłeczki:

Doszłyśmy wreszcie do celu - nad jezioro :) Zagadka - co to jest?

Wskazówka numer 1 :

Wskazówka numer 2 :

To były pierwsze Uny skoki do wody - poziom wody w jeziorze był wysoki i jedynym sposobem, żeby się tam dostać, był skok. Una podbiegała do brzegu, stawała, brała głęboki wdech i... skakała! Zresztą po raz pierwszy od bardzo dawna zdarzyło mi się, że obcięłam Unie głowę na zdjęciu  Po skoku było już normalnie - zwykłe aportowanie piłeczki

Wracając ustrzeliłam podbiał:

Potem jeszcze obeszłam ogródek Rodziców, trafiłam na migdałowiec niemal już gotów do kwitnienia:

Pęczniejące sasanki:

Tulipany botaniczne:

Kwitły też hiacynty, szafirki, barwinek, bratki, śnieżyce wiosenne, złocie żółte... Było ślicznie :)

Potem znów wsiadłyśmy w samochód i wróciłyśmy do domku... a w domku trzeba było przerobić 10 kg mięsa:

na 10 kg mięsa mielonego:

Uffff... popaczkowanie i zamrożenie to już był pikuś... Acha, byłam wredna  postawiłam wielki gar zmielonej wołowinki NA ZIEMI  

DO-BRA-NOC!

//Przenoszę bloga, stąd niezgodność dat :)

 
1 , 2 , 3