Kategorie: Wszystkie | Filmikowe | Ilustrowane | Raca | Relacje | Samo gadanie | Zapiski o... | agility
RSS
czwartek, 30 października 2008
Zawody agility w Płocku - zdjęcia

Zawody, na które pojechałąm z duszą na ramieniu. Nie wiedząc, czy to w ogóle dobry pomysł jest.

Una biegała fantastycznie. Mi biegało się dobrze. Myślę, że nawet nasze zdetkowane biegi były naprawdę niezłe. No i najważniejsze - przywiozłyśmy dwie łapy do A3!! Z jednych zawodów!! Na dłuższą relację zebrać się nie mogę, więc "niech gadają zdjęcia":

Autorstwa Wandy Krawczuk:

hop

hop

 

Zdjęcia Agnieszki Wasiukiewicz:

slalom

huśtawka

 

I zdjęcia Magdy Chojnackiej:

zwrot

zwrot

hop

 

Autorom zdjęć BARDZO DZIĘKUJĘ!! :)

poniedziałek, 13 października 2008
Spacerek

Nie wiem, kiedy się zbiorę na dokończenie relacji z MŚ ;) Więc póki co - fotorelacja ze spaceru :)

Pojechałam na niego ze sporą dozą nieśmiałości. Nie na trening - na spacer właśnie. Spacery są o tyle niebezpieczne, że Una ma tendencje do wpadania sobie w dziki galop i galopowania bez przerwy przez calutki spacer... wzięłam więc smycz, masę smaczków, piłeczki i Mocne Postanowienie Prowadzenia Psa na Smyczy (przez część spaceru).
Acha, wzięłam też aparat i moje kochane szkiełko - sigmę 300/4 apo macro. Uwielbiam ten obiektyw do zdjęć przyrodniczych i uwielbiam, co robi z tłem

Spacer zaczęłyśmy od bardzo rozglądającego się pozowania



W związku z czym, prewencyjnie, rozpoczęłam od przypomnienia psu, że Pani Jest Fajna (tłumaczenie na język Uny: Pani Ma Piłeczkę)




Ups!


Ale cóż, mamy ograniczenia - trzy niezbyt długie rzuty, chowamy piłeczkę i idziemy dalej... 

Bez piłeczki smutno tak jakoś...


Puszczona do swobodnego biegania Una dużo poruszała się kłusem często blisko mnie (więc nie było jak ją złapać w całości)


często przystawała (merdając zawzięcie ogonem )


i trochę wpadała w galop

Z tego powodu zarządziłam przerwę na pozowanie, a sama pobawiłam się w Gończego Ciachanie






Po czym kontynuowałyśmy spacer

Potem pies mi się mocno zawąchał (były ślady żerowania dzików), więc jeszcze piłeczka na trzy rzuty



I powrót do samochodu na smyczy.

Wracając chciałam zrobić zdjęcie, które Wam pokaże, dlaczego ten obiektyw jest taki fajny, ale bez statywu, z taką głębią ostrości, to kompletna porażka

 

KONIEC

22:06, hulajdusza4 , Ilustrowane
Link Komentarze (1) »
piątek, 03 października 2008
Mistrzostwa Świata Agility - odc. 2

Dzień trzeci – piątek, to dzień oficjalnego otwarcia Mistrzostw i dzień pierwszy zmagań. Dzień, w którym mamy poznać Drużynowego Mistrza Świata kategorii Large. Przed wejściem na halę stoi długi ogonek widzów, dzięki mojej plakietce prasowej i zamieszaniu wślizgujemy się bocznymi drzwiami (minus dla organizatorów – za kolejkę i za to, że dało się wśliznąć). Zawody rozpoczyna uroczysta ceremonia otwarcia, a pierwszy tor – drużynowy jumping large – stawia Anne Savioja, sędzina z Finlandii. Pierwsi zawodnicy pojawiają się na starcie i rozpoczynają się pierwsze emocje – stres zawodników jest niejako podwójny, przecież biegną teraz i dla siebie, i dla swojego kraju. Polska drużyna biegnie jako siódma, przed nami pięknie, z jednym tylko błędem, pobiegli Holendrzy. Polaków na starcie wita burzliwy doping – ekipa kibiców, choć bardzo nieliczna, jest bardzo gorąca i głośna. Pierwsza biegnie Kryśka (CHRISTINE z Wiedźmińskiej Stajni) z Martą Kordos – biegną bardzo ładnie i kończą bezbłędnie. Po nich na starcie pojawia się Cir (CIR Bony Dux) z Iwoną Kalisz, pędzą bardzo szybko, jedno nieporozumienie kończy się jednak odmową, co nie przeszkadza im jednak w ukończeniu biegu. Następnie startuje Czad (PASSIM Bohemia Alke) z Leszkiem Kaliszem – zaliczają błąd na trzeciej przeszkodzie, ale reszta biegu naprawdę piękna i płynna. Po starcie naszej drużyny orientuje się, że ręce, trzymające aparat, mam całe mokre ze zdenerwowania… ale z dumą oglądamy napis „Poland” przy drugiej lokacie

tablica wyników

 – wiemy, że to tylko chwilowe, po naszej biegną jeszcze 23 drużyny, ale przecież „nasi” pobiegli naprawdę ładnie! Bardzo ładnie biegną Belgowie, zaliczają trzy czyste biegi, chwilę później prowadzenie obejmuje ekipa Brazylii – śmigające po torze czekoladowe bordery porywają publiczność szybkością i precyzją. Ostatecznie to właśnie Brazylia obejmuje prowadzenie po jumpingu, przed Belgią, Słowacją, Holandią… Polska znajduje się na 11 pozycji na 30 startujących drużyn.

Winnie
Kelpie Winnie, Austria

Iwona i Cir
Iwona z Cirem

Cleo
Border collie Cleo, Węgry

Gaya
Border collie Gaya, Brazylia

Gera
Owczarek chorwacki Gera, Słowacja

Zanim zdążymy ochłonąć, obejść chociaż część kryjących się w korytarzach stoisk z psimi akcesoriami, na zielonej wykładzinie pojawia się tor Allana Hansena – to drużynowy jumping small. Jest – jak to na Mistrzostwach Świata – trudny. Polacy biegną jako szesnasta drużyna i lądują na 17. miejscu. Po raz kolejny fantastycznie pobiegli Brazylijczycy, którzy zostali liderami także w tej kategorii!! Rzecz to niesłychana!

skipper
Owczarek szetlandzki Skipper, Brazylia

Neil
Owczarek szetlandzki Neil, USA

Pebbles
Pudel Pebbles, Szwajcaria

Sunday
Cocker spaniel Sunday, Polska

Drużynowy jumping medium, rozegrany na arcytrudnym torze Anne Savioji, oglądamy nieco spokojniej – może dlatego, że Polska nie ma drużyny medium. Poziom jest bardzo wyrównany, różnice niewielkie, prowadzą Włosi przed Niemcami i Francuzami.

 Arina
Owczarek szetlandzki Arina, Słowacja

Aqua
Kelpie Aqua, Francja

Twix
Owczarek szetlandzki Twix, Holandia

Już po chwili emocje znowu sięgają zenitu! Sędzia Allan Hansen rozstawia tor, który ma wyłonić drużynowego Mistrza Świata w kategorii large! Tradycyjnie drużyny startują w kolejności odwrotnej do zajmowanych miejsc, zatem pierwsi pobiegną Portugalczycy, a ostatni – Brazylijczycy. Widowisko wspaniałe, psy i ich przewodnicy – fantastyczni, doping publiczności – porywający i ogłuszający. Polacy pobiegli dobrze – Kryśka i Cir zaliczyli po dwa błędy, a Czad miał czysty przebieg! Warto też wspomnieć, że Cir miał piąty czas tego biegu! Jako ostatni pojawiają się na starcie Brazylijczycy – biegną wszyscy po kolei bardzo nerwowo i bardzo asekuracyjnie – po ostatnim zawodniku publiczność wiwatuje i rozpoczynają się zabawa i tańce! Brazylia została Drużynowym Mistrzem Świata! Wice Mistrzami zostali Holendrzy, a na trzecim stopniu podium stanie Belgia! Polacy, ostatecznie, ukończyli na 10 pozycji – to najlepszy wynik w historii naszych startów na MŚ, zatem i my jesteśmy w szampańskich nastrojach! Na zielonej wykładzinie, na której przed chwilą rozgrywano zawody, teraz tańczą ludzie, w oczach niektórych zawodników dostrzegam łzy radości…

mistrzowie
Bruno Moreno da Luz i Gaya - Drużynowi Mistrzowie Świata

kibice
polscy kibice

Mistrzostwa Świata Agility - odc. 1

Dzień pierwszy – środa, zaczyna się dla nas bardzo wcześnie, bo niewiele po północy. Żegnają nas puste ulicy Warszawy. Mkniemy przez cztery kraje – Polskę, Litwę, Łotwę i Estonię aż do piątego – Finlandii, w której stolicy rozegrane zostaną Mistrzostwa Świata Agility. Jedzie się dobrze, gadamy o agility, docieramy na czas na prom w Tallinie, który przewozi nas prosto do Helsinek, serwując po drodze bajeczny zachód słońca na morzu. Jeszcze tylko jazda na kemping i jesteśmy na miejscu!

postój nad Bałtykiem
postój nad Bałtykiem

zachód słońca
zachód słońca

nasz kemping
nasz kemping

 

Dzień drugi – czwartek, zaczynamy od lekkiego zgubienia drogi w Helsinkach, ale czy to nasza wina, że prawy pas wyprowadził nas w lewo? Z lekkim spóźnieniem docieramy jednak na halę, na której odbywa się oficjalny trening. Każda drużyna ma oznaczoną godzinę, o której ma się stawić na kontroli weterynaryjnej i mierzeniu – w tym roku zawodnikom każdego kraju zmierzono wszystkie psy z jednej kategorii wzrostu (small lub medium), a także "pod miarkę" poszły wszystkie mediumowe bordery! Brawa dla organizatorów! Po kontroli przedstawiciele każdego kraju mają do dyspozycji trzy niewielkie torki i kilka-, kilkanaście minut na trening (czas treningu zależy od ilości psów z danego kraju). Dla nas – widzów – jest to dzień obserwacji i patrzenia kto co i jak robi. Świetna nauka. Typujemy także swoich faworytów – wpada nam w oko maliniaczka Cirkus z Norwegii, porywa pędząca przez przeszkody szelciaczka Adrenalina z Rosji, chwyta za serce pędząca kelpiaczka Aqua z Francji. Zauważamy, że Brytyjczycy przywieźli znacznie lepszą ekipą w kategoriach S i M niż na European Open. Po treningu, w pięknym słońcu, idziemy pochodzić po mieście. Helsinki robią na nas bardzo przyjemne wrażenie…

Czadek na treningu
Czadek na treningu

helsińska katedra
Danusia, Justyna, Monika i Sajko pod helsińską katedrą

Słodko - gorzko

W poniedziałek półtora tygodnia temu pojechałam z Una na kontrolę kardiologiczną do Wrocławia. Niestety, zgodnie z moimi obawami, okazało się, że znów mamy pogorszenie. Fragmenty Uny serca nadal rosną. Lekarze po naradzie ustalili, że jest to albo nadczynność tarczycy, albo kardiomiopatia. Kardiomiopatia jest genetycznie uwarunkowanym schorzeniem serca powodującym degenerację komórek serca (w tym przypadku - ich wzrost), procesu tego nie da się zatrzymać i prowadzi do śmierci.Można go jedynie spowolnić odpowiednim trybem życia i lekami. Tak więc pobrano Unie krew, żeby przebadać tarczycę i jak się domyślacie - kurczowo trzymaliśmy kciuki za złe wyniki tarczycy. Niestety okazało się, że tarczyca Uny jest wręcz wzorcowa, co sugeruje kardiomiopatię. Ponieważ ja jechałam na MŚAgility do Helsinek (o tym będzie w oddzielnym wpisie), dalsze rozmowy z naszą panią kardiolog przeprowadzałam już po powrocie. 

Pani doktor powiedziała, żebym nie traktowała tej diagnozy ostatecznie. Że będziemy jeszcze czekać i obserwować, ona będzie intensywnie myśleć, a ja mam się nie zamartwiać. Może ona reaguje na leczenie nieco inaczej? Ustaliłyśmy także, że Una może biegać - ma to być maksymalnie kontrolowany ruch - tzn może być nawet bardzo intensywny, ale bardzo krótki. Słowem, wracamy do treningów, bo tylko tam mam aż taką kontrolę nawet nie wiecie, jak się cieszę
Poza tym myślę, że dobrze to wpłynie na jej samopoczucie, to też ważne dla zdrowienia, prawda?

Tak czy siak - nie jest zbyt dobrze...

sobota, 06 września 2008
Co robimy?

Co robimy? Nie nudzimy się!! :] A co jest najlepszym sposobem na nudę? Kliker oczywiście :]

A zatem:

 1. Klikamy krzyżowanie łapek - jest to efekt rozmów z Olgą o tym, jak nauczyć tej sztuczki. Zgodnie uznałyśmy, że najprościej będzie zrobić to wykorzystując targetowanie ręki. W związku z tym Olgi pies robi to już od dawna ;) a ja? Ja postanowiłam spróbować zrobić to kształtowaniem. Zresztą szczerze i od początku powątpiewając w efekty ;) ale co tam, kliker w dłoń, pies stoi przede mną, więc klikam patrzenie na podłogę (jako wstęp do leżenia). No i po - przyznaję - niekrótkim - czasie i po - przyznaję - dość wielu - sesjach osiągnęłyśmy taki oto efekt:

 

 

Chyba nieźle, co?

 

2. Klikamy wchodzenie do miski. Łatwizna. No dobra, przy tak "dużej" misce nie jest to takie proste lol

 

 

 

3. Życie bez agility byłoby nudne! Dlatego postanowiłam wziąć się za strefy... na schodach. Bazując na metodzie Susan Garret nauczyłam Unę przyjmować pozycję 2on2off na dole schodów (i targetawania przy tej okazji nosem ziemi) - niezależnie od tego, co robię ja - oczywiście w zakresie, który da się zrealizować na klatce schodowej. Teraz "tylko" przenieść to zachowanie na miliard innych schodów, a potem na strefówki :] ale myślę, że powinno już pójść z górki. Dociekliwych informuję, że oprócz komendy na przyjęcie pozycji ("sssss") wydaję też komendę na ruszenie ("go!"), tylko z bliżej nie znanych mi przyczyn kamerka praktycznie tego nie złapała...

 

 

 

4. Zmiany na sucho - tego teraz nie ćwiczymy, ale przy okazji pożyczenia kamery nakręciłam, że pokazać moim agilitowym kursantom o co w tym chodzi  :]

 

 

 

Miłego oglądania!

 

17:00, hulajdusza4 , Filmikowe
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 sierpnia 2008
Urodziny!!

Melduję, że moje kochane 
 

dobrze wychowane


i zupełnie, ale to zupełnie normalne zwierzątko


Świętuje dzisiaj czwarte urodziny!!


Prezent z tej okazji to bajecznie drogie :o zdecydowanie oczojebne ;) szeleczki, zakupione na European Open (podszyte neoprenem, z dożywotnią gwarancją :))


Kolor jest nazbyt intensywny, żeby go było dobrze widać na czarnym psie w słońcu...

Ech, kiedyż to minęło?

środa, 13 sierpnia 2008
Wakacje, wakacje i po wakacjach... (cz.2)

Kolejnego dnia, zaopatrzone w mapę, postanowiłyśmy wybrać się na Radogost - taką górkę z wieżą widokową z roku 1912 (tak twierdził przewodnik). Zejść miałyśmy ścieżką dydaktyczną, a następnie wrócić do samochodu polną drogą. Na szczyt weszłyśmy bez problemów, znalazłyśmy oznaczenia ścieżki dydaktycznej, która jednak wyprowadziła nas w kompletnie inne miejscie, niż, wg mapy, miała Przetuptałyśmy więc spory kawałek asfaltem i brzegiem ślicznego rezerwatu "Nad Groblą" wróciłyśmy tam, gdzie chciałyśmy
Generalnie jednak na tej trasie mało było interesujących obiektów fotograficznych, więc zdjęć garstka tylko:
Wieża (nota bene, na wieży jest podany rok 1890; no i nieodłączne ślady obecności ludzkiej )


Widok z tej wieży


I leśne impresje z drogi:


Kolejnego dnia postanowiłyśmy pójść do Wąwozu Siedmicy (przez który, jak sama nazwa wskazuje płynie potok Młynówka). Plan był prosty, dojeżdzamy do wsi, idziemy zielonym szlakiem, przez Ruski Most i dochodzimy do Wąwozu. Przechodzimy go i wracamy brzegiem rezerwatu, dobijamy do niebieskiego szlaku i wracamy do samochodu.

Tak więc dojechałyśmy do wsi, znalazłyśmy zielony szlak, przeszłyśmy przez Ruski Most, odsapnęłyśmy na ślicznym miejscu postojowym, poszłyśmy dalej i zrobiłyśmy takie oczy Albowiem znak wskazywał, że należy skręcić w TO:

Tak, tak, proszę państwa, zielony szlak idzie sobie w najlepsze przez te chaszcze, sięgające mi do piersi. Jak się dobrze przyjrzeć, to nawet widać którędy a ja miałam krótkie spodenki
Byłyśmy twarde. Przeszłyśmy. Przeskoczyłyśmy przez 10 powalonych drzew (na jednym był nawet znak szlaku ). A kiedy trawa sięgała już tylko do kolan, spojrzałyśmy w tył:

(znak szlaku na pierwszym drzewie od lewej).

Jakiś czas później szlak zniknął. ZNIKNĄŁ. Charakter lasu się zmienił, otaczały nas piękne sosny, poszycia brak i ani śladu ścieżki. Znaków szlaku brak. A my mniej więcej w środku ścisłego rezerwatu przyrody... Cóż było robić - poszłyśmy na azymut - słońce w lewe ramię i idziemy Doszłyśmy tam, gdzie było w planie, zniosło nas tylko trochę
A potem, zgodnie z planem, skręciłyśmy z asfaltu, za przystankiem autobusowym a przed rzeczką, droga wyglądała solidnie i napawała nas nadzieją. Ale jak już weszłyśmy nią daleko w las, zaczęła robić się coraz mniej widoczna, aż w końcu zniknęła całkiem. Znalazłyśmy się więc gdzieś w środku lasu, nie widząc ani śladu drogi Ładnie w lesie było, owszem:

poszłyśmy zatem znów "na szagę", kierując się słońcem i doszłyśmy... do zielonego szlaku dokładnie w to samo miejsce, gdzie poprzednio szlak nam zaginął zatem droga powrotna wypadła nam znów przez te chaszcze

I jeszcze impresje na temat potoku Młynówka:




Tamtego dnia wybrałyśmy się ponownie na Czartowskie Skały, tym razem od łatwiejszej strony. Widok z tej górki jest bardzo piękny i miałyśmy nadzieję na ładne światełko o zachodzie słońca. Niestety - zawiodłyśmy się srodze. Popełniłam zatem tylko trochę sztampy:




Kolejnego dnia postanowiłyśmy wybrać się ścieżką dydaktyczną znakowaną znakami muflona. Udało nam się znaleźć jeden (słownie: jeden) znak tej ścieżki dydaktycznej:


Co stało się z resztą? Nie wiemy... gdzie zaginęły tablice informacyjne? Też nie wiemy Cóż, przeszłyśmy sobie trasą mniej więcej zgodną z trasą tej ścieżki wg mapy, z rozpędu wlazłyśmy na Górzec, wróciłyśmy do samochodu, stwierdziłyśmy, że już na nic, ale to na nic nie mamy siły. I pojechałyśmy do Wąwozu Myśliborskiego od drugiej strony. Początek był znacznie piękniejszy niż od tamtej strony, którą widziałyśmy, bardziej dziki, upstrzony skałami. A potem przekroczyłyśmy wszystkie czerwone tablice z zakazem wstępu - W Centrum Edukacji Ekologicznej powiedzieli nam, że można - i weszłyśmy nieśmiało w miejsce magiczne. Zamknięta część Wąwozu jest naprawdę przepiękna, po bokach wyrastają majestatyczne skały i skałki i człowiek czuje się jak w innym świecie. Niestety - zrobienie zdjęcia, które oddałoby tę magię, wymagałoby wielu godzin tam spędzonych w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca i światła, ustawienia się ze statywem etc. Więc musicie mi wierzyć na słowo... bo pokazać Wam mogę tylko kilka detali:


Ostatniego dnia postanowiłyśmy wybrać się na krótką trasę spacerową ścieżką dydaktyczną śladami kamieniołomów i kopalni. O dziwo, ścieżka była! Co prawda szłyśmy ją od końca do początku, zamiast od początku do końca... Widziałyśmy zatem ślady po kopalniach i kamieniołomach, chociaż nie powiem, żeby taki widok jakoś ogromnie mnie poruszał:


Za to las, którym prowadziła ścieżka, był po prostu fantastyczny!





Przy jednej z pierwszych tablic informacyjnych na ścieżce dydaktycznej (a więc dla nas pod sam koniec) znalazłyśmy informację, że można tam znaleźć różne ciekawe skały i minerały. Muszę powiedzieć, że takie grzebanie w skałkach jest nawet wciągające, zwłaszcza, jak zgodnie z zapowiedzią znajduje się coś zielonego:


Albo coś z niebieskim:


Albo coś z miedzią:


I zbliżenie:

Oglądanie skałek z bliska zafrapowało nas na tyle, że pojechałyśmy na hałdę po byłej kopalni barytu, gdzie również pogrzebałyśmy trochę...









A to moja ulubiona:


I tym skalnym akcentem, wraz z zachodzącym słońcem:

kończę relację z wakacji.
Dziękuję za uwagę
Wakacje, wakacje i po wakacjach... (cz.1)

Na wakacjach było fanatastycznie. Zresztą jakże mogłoby być inaczej? Byłyśmy w składzie:
- Bodzia, koleżanka jeszcze ze szkoły, aktualnie mieszkająca w Irlandii,
- Una,
- ja.

Pojechałyśmy do Parku Krajobrazowego Chełmy:


To na Pogórzu Kaczawskim, na południe od Legnicy, kraina wygasłych wulkanów:

(Czartowskie Skały)

A jak już się człowiek wdrapie na wygasłe wulkany, to i widok się przed nim rozpościera niezgorszy:




Wspomniałam Czartowskie Skały - oto one:

czyli cel naszej pierwszej wyprawy, wchodziłyśmy od tej strony, która jest na zdjęciu i tak - słusznie widzicie, że NIE MA tam żadnej ścieżki Stąd też seria ZDOBYWCY:




Drugiego dnia wyjazdu nieopatrznie posłuchałyśmy naszego gospodarza w kwestii trasy wycieczki. Trasa była taka - wjechać samochodem na szczyt, rozejrzeć się:

wrócić do samochodu, pojechać dalej Masakra

Dalej pojechałyśmy do Sichowa, gdzie w parku znajdują się pomnikowe okazy tulipanowców:


i platanów:


Po naradzie stwierdziłyśmy jednak, że to nam nie wystarcza Pojechałyśmy do Myśliborza, do Centrum Edukacji Ekologicznej i Czegośtamjeszcze, gdzie chciałyśmy kupić mapę. Nie udało się, bo wszystkie upoważnione do sprzedaży panie zajmowały się dziećmi. Zatem poszłyśmy bez mapy do Wąwozu Myśliborskiego. Szłyśmy sobie spokojnie, obok płynęła rzeczka (tzn potok Jawornik):


A kiedy zaczęło się robić ciekawie, pojawiła się tablica z informacją "Wąwóz zamknięty, obejście prowadzi zmienioną ścieżką dydaktyczną". Obejście było nudne...

Wróciłyśmy więc do Centrum Edukacji, gdzie jednak wciąż kłębił się tłum dzieci. Rozejrzałyśmy się, zobaczyłyśmy drogowskaz "Małe Organy Myśliborskie - 15 minut" - i poszłyśmy. Organy to skała, bardzo ciekawa i absolutnie niemożliwa to sfotografowania za to po drodze znalazłyśmy fajny punkt widokowy





(to zdjęcie ma dobrze ustawioną ostrość - na drzewko, ale rozgrzane powietrze drgało, stąd rozmycie)



Wróciłyśmy znów, tym razem udało nam się zakupić mapy oraz przewodnik dla zmotoryzowanych Pojechałyśmy zatem do Jawora, gdzie zjadłyśmy obiad - Uny pierwsza wizyta w restauracji!! Wyszło śmiesznie, zapytałyśmy, czy możemy wejść z psem, kelnerka spojrzała na Unę i zawołała "Ooo! Moja kuzynka ma identycznego! Też taki wariat??" Potwierdziłam, a pani nas wpuściła W czasie posiłku perfidnie pozwalałam mojemu psu żebrać - na leżąco Jak leżała, dostawała odrobinę surówki

W Jaworze obejrzałyśmy Kościół Pokoju (wpisany na liste UNESCO):


Wstęp był płatny, a pan, który kasował, chciał nas wspuścić do środka z psem Nie skorzystałyśmy...

Po tak wyczurpującym dniu wyskoczyłyśmy jeszcze na zachód słońca
Widok na Śnieżkę, jeśli nam gospodarz dobrze powiedział:


Widok na pola


I rzut oka pod własne nogi



22:44, hulajdusza4 , Ilustrowane
Link Komentarze (1) »
wtorek, 12 sierpnia 2008
European Open - zdjęcia

Najpierw ta część polskiej reprezentacji, którą udało mi się sfotografować:

Vigo

Vigo

Sunday:

Sunday

Grendelka

Grendelka

Mistrzowie:

Kategoria Small - owczarek szetlandzki Unique biegający z Suzanne Prier, Dania


Kategoria Medium - owczarek szetlnadzki Caja prowadzony przez Silasa Boogka, Niemcy:




Kategoria Large - border collie Back prowadzony przez tegoż samego Silasa Boogka, Niemcy:

No i reszta zdjęć: 

Sja
Sja

Sja

Tess
Tess

Tess

Zico
Zico

Zico

Bu
Bu

Lo
Lo

Ci, których nie znam:
border

acd

border

welsh

small 

Teddy?

Pogoda ;)
pogoda

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9