Kategorie: Wszystkie | Filmikowe | Ilustrowane | Raca | Relacje | Samo gadanie | Zapiski o... | agility
RSS
środa, 09 kwietnia 2008
Zawody w Płocku

Czy ja zawsze muszę mieć tak mało czasu? ;)

No dobra, już się nie wykręcam, tylko piszę. Pomimo ciężkiego tygodnia i co-nieco naruszonego stawu skokowego nogi prawej, dzięki wydatnej pomocy Tośki, w niedzielę dotarłyśmy wraz z Uną na II zawody kwalifikacyjne do MŚ. Oczywiście MŚ to nie dla nas (na razie :]), ale zawody to zawody :)

Pogoda była średnia, atmosfera gorąca, przemiłe znajome twarze, a także kilka nowych. Słowem - było super :)

Torek A1 wydał mi się całkiem przyjemny. Trochę trzeba było pobiec, po kładce nie całkiem wiedziałam, jak zrobię, ale miałam opracowane dwie wersje :) Jak zawsze spokojnie poszłam po Unę, jak nie-zawsze zdjęłam but i skarpetkę i w tym dokładnie momencie usłyszałam, że jestem wzywana na start :o w szalonym tempie założyłam ściągacz na moją uszkodzoną kostkę, wcisnęłam but, skarpetkę porzuciłam i biegiem na start, w biegu zrzucając polarek. Tak więc już na start dotarłam z zadyszką lol I co tu dużo mówić, pomimo takiego początku pobiegłyśmy ten torek naprawdę nieźle :) płynnie, zgrabnie i szybko :) Una stanęła na pierwszym stopniu podium zostawiając na pobitym polu bordery i belgi, i całą resztę psów także pucharW prędkość, którą przeczytałam przy Uny imieniu - 6,23 m/s - to aż mi się wierzyć nie chce hura!Oto filmik z biegu:

Torek agility open wydał mi się stanowczo zbyt prosty jak na kwalifikacje do MŚ :] był całkiem przyjemny :) Jak dla nas - był to tzw. "happy off-course": złapałyśmy dyskwalifikację, ale bieg uważam za bardzo, bardzo udany. Najpierw Una została na całe pół kroku, co jest dużym sukcesem :] Potem nam ładnie wyszła zmiana za palisadą, dzięki której bez problemu naprowadziłam ją na odpowiednią hopkę. Zakręt po tunelu wyszedł po prosu genialnie ciasno. A potem skopałam Unie wejście w slalom, wypychając ją zdecydowanie za daleko. Potem Una ślicznie dała się nakierować na dobrą dziurę tunelu. A potem skoczyła strefę na kładce i wparowała w tunel - deteczka :] i końcówka też wyszła ślicznie :) Wnioski - jak już będziemy miały jak, trzeba poćwiczyć wejścia w slalom i kombinacje z kładką i tunelem na wprost :)
Filmik:
Jumping open też był przyjemny i też złapałyśmy detkę - już na trzeciej przeszkodzie. A potem na śmierć zapomniałam co jest dalej, więc najkrótszą drogą opuściłam tor :) Trochę żałuję, ale co tam :)
21:09, hulajdusza4 , Filmikowe
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 marca 2008
Zawijanie tyłkiem

Zawijanie tyłkiem to sztuczka, której nazwy nie znam. Ale coś trzeba było wymyslić ;)

W zasadzie sprawa jest prosta - stać przodem do mnie, zawinąc zadkiem, trafić między moje nogi, cofnąć się - i gotowe. Naprawdę nie wiem dlaczego, ale Una nie mogła sobie z tym poradzić. Wałkowałyśmy to i wałkowałyśmy i w końcu Una zaczęła to wykonywać całkiem nieźle - płynnie i na sam sygnał optyczny. I tak to wałkowałyśmy, że Una wymyśliła nową wersję tej sztuczki :)

No i wybaczcie strój i jakość - miałam tylko momencik i jakąś komórkę do kręcenia. Voila:

21:07, hulajdusza4 , Filmikowe
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 marca 2008
Postrzelona?

No ale jak to? Przecież teraz jest sezon ochronny!! A tutaj podstępny, zabawowy strzał w plecy! Strzał z zabawy, której zasady są takie:

1. Podać link osoby, która nas "ustrzeliła",
2. Zacytować w swoim blogu reguły zabawy,
3. Wpisać 6 nieważnych, śmiesznych rzeczy na swój temat,
4. "Strzelić" do następnych 6 osób,
5. Uprzedzić wybrane osoby wpisując post na ich blogu.

Tośka - jak mogłaś? Mnie? Stateczną, spokojną, nuuuudną i znającą mało blogowiczów osobę? Eeeech...

 No ale spróbujmy:

1. Chciałam mieć spokojngo psa, takiego bardziej "na kanapę", miłego, przytulastego, lubiącego coś porobić, ale bez przesady. Mam gończego.

2. Gdybym była hodowcą, w życiu nie sprzedałabym sobie Uny.

3. Chciałam zrobić studia, żeby mieć mgr przed nazwiskiem, więc poszłam na takie, które sprawią mi jak najmniej trudności. Na coś naprawdę prostego. Skończyłam fizykę. Do dziś nie wiem, dlaczego ludzi to śmieszy...

4. Nie umiem tańczyć.

5. Mam fatalną pamięć do twarzy. Nie raz i nie dwa prowadziłam miłe konwersacje z osobami, które ewidentnie mnie znały. A ja nie wiedziałam kto to :o

6. Jako czterolatek wsadziłam między łapy doga niemieckiego małego kotka, powiedziałam "pilnuj!" i poszłam jeść obiad. Dog był z gatunku pożerających koty, ale w tej jednej sytuacji ani drgnął.

Czy cokolwiek z tego jest śmieszne? :o

Moje ofiary:

  1. Jacol (blog Irdy)
  2. weimariborzojka (blog dwurasowy)
  3. Ola (blog Zupy i Tekli)
  4. Kasia (blog Hasty)
  5. Kinga (blog Dina)
  6. Hania (dawno zapomniany blog Smyka)

Ha! Jest szósteczka!

poniedziałek, 03 marca 2008
Kilka zdjęć z zawodów w Łącku

 Kilku fotografom udało się złapać mojego czarnego potwora w kadr :)

 

Oto Una by Mokka:

przez koło

zbliżenie

by Flaire:

palisada

palisada

i by Regis:

 

Bardzo dziękuję fotografom i czekam na jeszcze ;)

16:26, hulajdusza4 , Ilustrowane
Link Komentarze (1) »
wtorek, 12 lutego 2008
Wrocław - filmik z treningów

Udało mi się wreszcie złożyć filmiki z wrocławskich treningów w jedną całość:

Słowo "całość" jest może nie całkiem na miejscu ;) ale jakieś fragmenty tego, co tam robiłyśmy, można zobaczyć :) Chociaż są to tylko fragmenty - naszym celem była nauka, filmiki były tylko przy okazji, tylko w wolniejszych chwilach :)

19:31, hulajdusza4 , Filmikowe
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 11 lutego 2008
Pracowity tydzień

Mamy za sobą naprawdę pracowity tydzień usmiech Zaczęłyśmy poniedziałkowym świtem jazdą do Wrocławia, gdzie spędziłyśmy 4 dni, w tym ze 20 godzin na placu agility, gdzie pod czujnym okiem Leszka Kalisza doskonaliśmy nasze umiejętnośc - Paula z Weną i ja z Uną. Było naprawdę kapitalnie, nauczyłyśmy się bardzo dużo - Leszku - dziękuję kwiaty

Nie można też nie podziękować Magdzie od Kaja, która przyjęła nas bezinteresownie pod swój dach, dzięki czemu nasze treningi we Wrocławiu w ogóle były możliwe. Magdo - jesteś wielka! bukiet

A oto Kaj:

portet Kaja

I Kaj z Magdą:

Kaj chodzący przy nodze 

Kaj jest synem Kiary (hodowla DonumCordis) - jest bardzo podobny do swojej mamusi, z wyglądu, ze stylu pracy i z pasji do pracy :)

Z Wrocławia wróciłyśmy do domu na jedną zaledwie noc, po której gnałyśmy ile tchu w piersiach koni mechanicznych przymróżone oko do Łącka - na zawody agility :) Ależ było fajnie! Dzięki uprzejmości organizatorów spaliśmy na hali, co kojąco wpłynęło na stan naszych portfeli przymróżone oko no i było wesoło przymróżone oko

Wykładzina była śliska... tak śliska, że rozważałam nawet możliwość pobiegnięcia z Uną tylko kawałka i nagrodzenia jej, gdyby czuła się zbyt niepewnie. Jak zwykle niedoceniałam mojego psa ysz który zaczął bardzo zachowawczo, ale przecież bez tragedii, potem nawet przekroczył 4m/s - całkiem nieźle hura!

Sędziowanie mi się nie podobało, zwłaszcza w sobotę było bardzo nierówne, zaliczone strefy liczone jako niezaliczone, nierówno sędziowane odmowy, cofnięcie psa na strefę, które nie skutkowało detką i tym podobne kwiatki... no i wymagana w jedynkach prędkość 3,7m/s to dużo nawet na trawie, a na śliskiej wykładzinie to kompletne nieporozumienie...

Torek w A1 miał paskudny początek - wejście w slalom po miękkim tunelu, które normalnie jest trudne, bo pies widzi przeszkodę w ostatniej chwili, tu było jeszcze trudniejsze, bo było pod lekkim kątem i do tego slalom stał tuż przy taśmie wyznaczającej granice ringu - sporo psów nie weszło w ten slalom i sporo psów skoczyło przez taśmę. Una też nie weszła w ten slalom głupi uśmiech i do tego nie weszła na huśtawkę - nie mam pojęcia dlaczego... potem już było ok, Una biegła spokojnie i uważała bardzo na zakrętach. Chociaż zakręcała ciasno :) Suma sumarum - jestem zadowolona.
A oto filmik:

Bieg agility open znów miał paskudne wejście w slalom, paskudniejsze nawet niż w egzaminie. Niewiele nam brakowało, żeby Una weszła dobrze. Ale nie weszła głupi uśmiech do tego zrzutka i skoczona strefa na palisadzie ysz bywało lepiej przymróżone oko ale Una się rozkręciła, biegła szybciej i pewniej i ślicznie, ciasno zakręcała :)
Filmik:

Sobotni jumping open miał dwa takie miejsca, których nie potrafiłam rozgryźć i zaplanować (nie tylko ja). Patrzyłam uważnie jak biegli to inni i biegnąc z Uną sama zaimprowizowałam co nieco. Skutecznie głupi uśmiech bo z prędkością 4,14m/s i czystym przebiegiem znalazłyśmy się na trzecim miejscu (na 36 startujących par) - za Maczkiem i Czadkiem, dwoma bardzo doświadczonymi psami prowadzonymi przez bardzo doświadczonych przewodników. Jestem bardzo z nas dumna :) :) :)
Filmik:

Niedzielny torek A1 był znacznie przyjemniejszy od sobotniego, a i Una pobiegła go pięknie, nie licząc tego, że złapała detkę przymróżone oko a wołałam ją, wołałam tak jak planowałam, a ona nic.... czy to była kwestia tego polarka z piłkami leżącego za detkową hopką, czy za słabe wołanie biorąc pod uwagę jej prędkość (ale jak analizowałam klatka po klatce to wołałam na czas....) - nie wiem... będziemy musiały poćwiczyć takie zakręty  na pełnej prędkości...
Filmik:

Niedzielne agility open miało wreszcie normalne wejście w slalom! głupi uśmiech Co tu dużo mówić - pobiegłyśmy to dobrze głupi uśmiech fakt, nieco za późno wołałam w jednym miejscu, za to zmianę przed miękkim tunelem zrobiłam wyjątkowo płynnie :) Efekt - trzecie miejsce, znów za Czadkiem i Maczkiem :) Znów z 4,15m/s :)
Filmik:

Niedzielny jumping open to kolejna detka do kolekcji głupi uśmiech było ok dopiero od slalomu :) no i zdążyłam zrobić zmianę przed psem między 15 a 16 hura! tylko niektórym to się udało hura!

Podsumowując - wróciłam z zawodów zmęczona, ale bardzo zadowolona. Una się rozkręciła i biegała naprawdę fajnie, ja momentami naprawdę fajnie ją prowadziłam głupi uśmiech no i jak zwykle był czas na pogaduchy ze znajomymi :) Eeech, kiedy następne zawody?
10:18, hulajdusza4 , Filmikowe
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 lutego 2008
Ufff

Ufff... cóż więcej napisać? ;)

W domu nareszcie jest internet, ale trochę się już człowiek od niego odzwyczaił pada zemdlonaale tylko trochę ;) Tyle tylko, że czas jest towarem wciąż deficytowym ;) Postaram się jednak stresić najważniejsze wydarzenia minionego czasu:

Cieczka - Una najwyraźniej nie chce mieć szczeniąt ;) przesuwa sobie cieczkę tak, żeby rodzić hipotetyczne szczeniaki w czasie, kiedy ja na pewno nie mogę wziąć urlopu. No a jak zająć się stadem małych potworków bez urlopu? No szans nie ma. Więc szczeniakowe plany znów biorą w łeb. Kto wie? Może na zawsze?

Agility - wreszcie wróciłam do startów!! radosc Rany, co za radość!! Naprawdę trudno mi to opisać... ale to takie cudowne móc nareszcie wystartować radosc aczkolwiek nie sądziłam, że przerwa ta spowoduje takie ubytki w moim handlingu glupawy usmiech tak więc cóż, pierwszy start to dwie haniebne detki w pięknym stylu glupawy usmiech
Niemniej jednak skończył się kolejny rok i doszłam do wniosku, że czas skończyć z zerówkami - jak postanowiłam, tak zrobiłam - 19 stycznia, na halowych zawodach w Głogowie zadebiutowałyśmy w klasie A1 - pierwszy raz na wykładzinie, czego obawiałam się bardzo, bo Una nie lubi się śliskać.... jednak moje obawy co do Uny reakcji na wykładzinę były... niepotrzebne. Zaczęła szybko i z biegu na bieg było jeszcze szybciej. Zaczęłyśmy od trzeciego miejsca w A1 - z dwoma błędami flajerek i złe wejście w slalom, pomimo odmowy niezły czas. Torki open ekstremalnie trudne, zdecydowanie zbyt trudne jak na nasze umiejętności - ale były to eliminacje do MŚ, więc i powinny takie być. Tak więc dwie detki
Niedzielę zaczęłyśmy od wygranego A1 - dwie i pół sekundy szybciej od najszybszego bordera czysto i fajnie Potem oczywiście detka w agility i zdziwienie zaliczony juming - z dwoma błędami i wooooolno (zwalniałam ją ja niestety, mea culpa), co dało zaszczytne 9 miejsce

Tuż przed startem:

przed startem

I w czasie biegu:

szczekacz w locie

 Więcej zdjęć nie mam, ale za to w dziale agility znajdziecie filmiki z zaliczonych biegów (nie wiem dlaczego nie sfilmowano naszych detek hmmm).

No i co do agility - nie mamy gdzie trenować. Szkoła ABC podziękowała nam za współpracę, więc wzięliśmy nasze przeszkody i szukamy nowego miejsca. Nie ma ktoś w okolicach Piątkowa, Podolan, Suchego Lasu 1000m2 równego, ogrodzonego terenu? glupawy usmiech

To chyba tyle z wydarzeń. Natomiast w poniedziałek jedziemy na wakacje, bardzo pracowite wakackje

sobota, 20 października 2007
Melduję, że żyjemy ;)

Jeśli kogoś interesuje dlaczego zniknęłyśmy, to już mówię dlaczego: otóż zmieniłyśmy miejsce zamieszkania! Mam teraz bliziutko do pracy, daleko na agility, blisko do lasu i nie mam gdzie chodzić na średnie spacery - są tylko miejsca na spacer dłuuuugi albo na spacer krótki. Nic pośredniego. A najgorsze jest to, że nie mamy jeszcze internetu, a to, kiedy będziemy mieć, zależy od kochanej TP SA, po której można spodziewać się wszystkiego, ale na pewno nie dobrego tempa

Ponieważ czekam na meble, to wciąż żyję na kartonach - oto mój dobytek:

mój dobytek

(warto zwrócić uwagę na znajdujące się na honorowym miejscu tyczki do ćwiczenia slalomu krzywy uśmiech)

Una do nowego miejsca przywykła szybko. I ponieważ muszę już kończyć - kilka migawek ze spacerów:

szczęśliwy pies

kłus po polu

galopada

tarzanie w trawie

tarzanie w trawie

I tak sobie mniej więcej żyjemy lol tylko tego internetu brak....

środa, 12 września 2007
Zalane Mistrzostwa ;)

Ostatnią niedzielę spędziłyśmy w Bydgoszczy na zawodach agility. Dojechałyśmy na miejsce w składzie: Paula, ja, Wena i Una, a przywitała nas ulewa. Deszcz padał monotonnie i równomiernie, a zasnute chmurami niebo nie dawało jakichkolwiek nadziei na poprawę... Una została więc w samochodzie, a Wena poszła z nami w stronę placu zawodów, jej klatka została owinięta kocykiem i przykryta peleryną przeciwdeszczową.
W strugach padającego deszczu ustawiony został pierwszy tor - jumping 0. Bardzo Trudny Jumping 0 (moim osobistym zdaniem trudniejszy od A1) - paskudne wejście w tunel i paskudne wyjście z tunelu, paskudna podpucha na początku i paskudny zakręt w połowie. W połowie klasy M (wg katalogu) poszłyśmy po Unę do samochodu (a parking był daleeeeeko od miejsca zawodów), Paula wracała szybciej i kiedy ja z Uną byłam gdzieś na krańcu horyzontu, Paula woła, że już mają startować (okazało się potem, że kilku psów nie było, dlatego mieliśmy źle wyliczony czas) - więc ja biegiem, Una uhahana - bawimy się w gonienie Pauli no i jak zobaczyła hopki to było tak: "huraaa!! hop! hop! hop!" = detka Potem Unie pięknie włączył się mózg i dziewczyny zrobiły PIĘKNIE najtrudniejszy fragment toru - szybko, płynnie, elegancko. A potem chyba spóźnione zawołanie i byłaby druga detka więc Paula wysłała Unę do przodu i skończyły przebieg.

Pogoda się nieco poprawiła, bo jednak przestało padać i potem już cały dzień było w kratkę - trochę deszczu, trochę siąpienia, chwila bez wody z nieba. Postawiłam Uny klatkę pod zaprzyjaźnionym parasolem i muszę powiedzieć, że te psy w klatkach miały fajnie: cieplutko, przytulnie i sucho, nie to, co na zewnątrz
Torek agilitowy też trywialny nie był (zaliczyło go tylko 6 psów na 14, tak samo zresztą jak w jumpingu), czasu na zapoznanie z torem mało. Nie podobał mi się ten bieg - był mało płynny, miał dużo szybkich zrywów do przodu i niepewnych co dalej zwolnień. Paula nie zdążyła zrobić jednej zmiany, ale dała radę uratować sytuację Pomimo tego wszystkiego przebieg był czysty i okazał się na dodatek być przebiegiem najszybszym 4,56 m/s to była niezła prędkość jak na ten tor i te mokro-śliskie warunki Tak więc Paula i Una wygrały

W ogóle zawody były Mistrzostwami Polski, zjawiła się cała "śmietanka" polskiego agility i naprawdę było na co patrzeć Organizacja, jak zawsze w Bydgoszczy, bardzo dobra, atmosfera super, miejsce na zawody świetne tylko ta pogoda do bani W Poznaniu byłyśmy koło 22

I kilka zdjęć zrobionych przez Viris:

Agility

Gdzie dalej?

Kładka i dziwne pozycje łap


Hop!

Taniec

Jumping:
Start!

Znowu pokręcone łapy

10:33, hulajdusza4 , Filmikowe
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 sierpnia 2007
Kurs dla hodowców PET-SET Alteri

W ubiegły weekend - 11 i 12 sierpnia - w ośrodku Fundacji Alteri w Brzeźnicy odbył się Kurs dla hodowców PET-SET. Jest to unikalna propozycja, z której, co oczywiste, bardzo chciałam skorzystać.

Zacznę od tego, że gdyby nie Hania, to by mnie na tym kursie być nie mogło. Jestem po operacji, słaba i niezdolna do większego wysiłku fizycznego, do tego musiałam wziąć ze sobą mojego przekochanego psa-potwora. Wsiadłam więc w pociąg, który w niecałe trzy godzinki zawiózł mnie i Unę do Warszawy, gdzie czekała na nas Hania. Z Warszawy pomknęliśmy aż do utraty tchu koni mechanicznych pod maską arcyciekawym "autobusem". Nasz "autobus" był to samochód koloru białego (a co, w końcu jestem blondynką Razz) typu kombi a w nim:
- ludzi: sztuk 4 (Hania, Agnieszka, Robert i ja)
- psy: sztuk 6 (Gawra, Irga, Kontra, Smyk, Altura i Una)
W takim to wesołym składzie dotarliśmy do Brzeźnicy Very Happy

Sobota zaczęła się od przedstawiania się sobie wzajemnie, ucieczki Smyka i tym podobnych rozrywek Wink A potem był wykład Jacka Gałuszki o ontogenezie behawioru, a więc o rozwoju osobniczym. Chociaż proces rozwoju jest procesem zdecydowanie niekwantowym Razz można go, w sposób nader ogólny, podzielić na pewne odcinki, a że najwięcej dzieje się w pierwszych okresach życia, to i tam tych okresów jest najwięcej. Jacek te okresy omawiał, zaczynając od okresu prenatalnego (wiecie, że na psychikę szczeniąt mają wpływ emocje matki w czasie ciąży?), przez neonatalny (kiedy to przeprowadzać się powinno wczesną stymulację neurologiczną), przejściowy (wiecie, że chociaż szczeniak ma otwarte oczy, to nie całkiem "rozumie" to, co widzi, a pomimo to fakt widzenia jest kolosalnie ważny dla jego rozwoju?), socjalizacyjny (wiecie, że szczeniak baaaardzo silnie koduje sobie preferencje dotyczące podłoża, na którym siusia, a ONki mają skrócony okres socjalizacji do 35 DNI??), młodzieńczy (wraz z okresem chuligańskim), dojrzałości aż po okres starości.
Było też o wczesnej stymulacji neurologicznej szczeniąt (wiecie, że powoduje ona także zwiększoną odporność na choroby?) i o testowaniu szczeniąt. Generalnie - kopalnia wiadomości i informacji, które teraz trzeba sobie przekuć na to co? kiedy? i jak? robić ze szczeniątami Smile

Drugiego sobotniego wykładu, wygłaszanego przez Hanię Łuczak - "Wiedza weterynaryjna" - także słuchałam z wypiekami na twarzy Surprised dla mnie - jako dla raczkującego hodowcy, był on niesamowcie cenny Exclamation Było tam wszystko, czego chciałam się dowiedzieć - a więc Hania mówiła o metodach wyznaczania okresu płodnego u suki: jakimi metodami można i jaka jest ich skuteczność. O metodach sprawdzania, czy suka jest ciężarna. O przewidywaniu daty porodu. I o samym porodzie Surprised jego fazach, jak przebiegają, co jest normalne, a co nie, kiedy interweniować, a kiedy nie, wyprowadzać sukę - czy i kiedy. O przerywaniu pępowiny i reanimacji szczeniąt Exclamation O tym, co powinno się mieć przygotowane do porodu. O tężyczce poporodowej. O ważeniu szczeniąt - dlaczego jest ważne. O chorobach szczeniąt Surprised
O najczęstszych chorobach zakaźnych (pod kątem - kiedy można dać szczeniaka do domu, w którym poprzedni pies padł na chorobę X). O pasożytach, żywieniu. I o dysplazji słów kilka. Ooo Surprised

Dzień drugi był dla mnie nieco mniej fascynujący Wink

Najpierw wykład Roberta Drozdy o sygnałach uspokajających - przyjemna powtórka znanych wiadomości Wink

Potem wykład Agnieszki Orłowskiej o udomowieniu psa, zaczynający się od burzy mózgów nt. jak do tego doszło? Coś tam wykombinowaliśmy Cool Potem analiza łańcucha łowieckiego - które jego elementy zostały uwypuklone, a które przygaszone w konkretnych grupach psów. I na koniec kilka słów o badaniach Belyaeva (słyszałam o nich wcześniej i zrobiło to mnie kolosalne wrażenie). Otóż Belyaev zajmował się srebrnymi lisami selekcjonując je na JEDNĄ CECHĘ - brak lęku przed człowiekim/przyjacielskość (oczywiście kryteria selekcji hodowlanej były dostosowane do aktualnego nasilenia tych cech w populacji). Po zaledwie 40 pokoleniach Belyaev otrzymał lisy, który łasiły się do ludzi, przybiegały na wołanie. I co z tego? Ano to, że KOLOSALNIE zmienił się także WYGLĄD hodowlanych lisów: miały KLAPNIĘTE USZY i były ŁACIATE! Poza tym miały cieczkę dwa razy do roku i wokalizowały. Podkreślę jeszcze raz to, co wydaje mi się tu niezwykle ważne: hodowla ukierunkowana wyłącznie na charakter spowodowała kolosalne zmiany eksterieru! Niesamowite!

Potem był mały pokaz wczesnego szkolenia szczeniąt: mały, zieloniutki szkoleniowo ogarek uczył się targetować i respektować "nie", a szalony Tymek pokazywał jak się waruje, siada i myśli przy kształtowaniu. BOMBA SmileSmileSmile

I to był koniec oficjalnej części... potem jeszcze siedzieliśmy i gawędziliśmy wspólnie o naszych psach i rasach, pożegnaliśmy się i pognaliśmy do domów...

 dyplom