Kategorie: Wszystkie | Filmikowe | Ilustrowane | Raca | Relacje | Samo gadanie | Zapiski o... | agility
RSS
wtorek, 11 listopada 2008
Znaleziono psa, czyli o adresówkach słów kilka

11 listopada, 8 rano. Słonecznie, wiatr umiarkowany. Miasteczko jeszcze śpi.

Na spacerze spotykam psa. Jest sam. Wygląda na starego. Jest sam. Z pewnym trudnem łapię go. Próbował oddalić się statecznym kłusem. Ale nie uciekał panicznie. Chwytam za obrożę. Tak! Ma obrożę. Nie mogę wziąć go do domu na dłużej niż 20 minut. Nie mogę go przechować, żeby poszukać jego domu. Pies trafia do schroniska. Serce krwawi, ale cóż zrobić? Trzymam za niego kciuki. Bardzo mocno. Wy też trzymajcie. Jest stary. Potrzebuje domu. Nie schroniska. To on:

znaleziony pies

 

A teraz wyobraźcie sobie inny scenariusz. Chwytam go za obrożę i znajduję adresówkę. Wyciągam telefon i dzwonię pod podany numer. Pół godziny później pies jest w swoim domu.

Na który scenariusz przygotowałeś/łaś swojego psa w razie zagubienia? Nie, nie, nie mów, że adresówka odpada, że jest nieładna albo szpeci i w ogóle, że żadna się nie sprawdza... to wymówki dla Twojego lenistwa! Na allegro adresówki do wyboru do koloru - małe, duże, srebrne, zielone, w kształcie kości, serduszka, sześciokąta, na kółeczko albo do przynitowania do obroży. Ceny? Kilka, kilkanaście złotych. Szkoda Ci tych paru groszy? Wolisz, żeby w takiej sytuacji, jak ten collie na zdjęciu wyżej, trafił do schroniska? Czy do domu? KAŻDY PIES MOŻE SIĘ ZGUBIĆ. Także Twój! 

niedziela, 27 maja 2007
O klikerze i kształtowaniu

Kliker to takie małe pudełeczko wydające charakterystyczny dźwięk "klik-klik" - absolutnie nic specjalnego  Zdecydowanie specjalne jest natomiast to, jak można go używać, czyli to, co nazywa się "metodą klikerową"  W metodzie tej:

  • używamy klikera jako znacznika poprawnego zachowania ("klik" oznacza dla psa "to, co TERAZ zrobiłeś, podobało mi się i zaraz Cię za to nagrodzę) - dlaczego potrzebujemy znacznika? no bo jak podać psu nagrodę, kiedy on np. akurat skacze ponad przeszkodą? a dlaczego kliker, a nie słowo? bo kliker jest precyzyjniejszy
  • nie używamy kar i korekt - nie szarpiemy za obrożę, nie krzyczymy, nie bijemy, nie zakładamy kolczatek czy łańcuszków zaciskowych*

Cóż więc odróżnia metodę klikerową od innych metod pozytywnych? W klikerze ogromny nacisk stawia się na inwencję psa, na jego pomysłowość i kreatywność - oprócz naprowadzania i wyłapywania - technik doskonale znanych wszystkim szkolącym choć trochę pozytywnie - w klikerze mamy też kształtowanie. A kształtowanie to kapitalna gra z psem, gra w myślenie, gra w "ciepło-zimno", która wciąga i psa, i człowieka :) Przy kształtowaniu dajemy psu tylko dwie wskazówki - "klik/smakołyk", która oznacza "tak! idziesz w dobrą stronę!" oraz brak kliku, czyli "nie, to nie o to mi chodzi". Kształtowania trzeba się nauczyć, trzeba wyczuć, jak prowadzić swojego psa w dobrą stronę, w jakim tempie podnosić kryteria, a i pies musi poznać zasady tej gry, zasaday, którą mówią, że ma myśleć i kombinować, modyfikować swoje zachowanie tak, żeby zostać klikniętym. Wierzcie mi - to wciąga

Jak kształtowanie wygląda w praktyce? Biorę pudełeczko ze smakołykami (maleńkimi), kliker i siadam sobie wygodnie na podłodze/kanapie/fotelu  Una przybiega natychmiast i zaczyna kombinować. Najpierw sprawdza, czy działają typowe chwyty - a więc wgapia się przez moment w moją twarz, szuka, czy nie ma czegoś, co dałoby się potargetować tylnymi łapami, po czym rusza łbem na prawo i lewo, trochę tupta. Klikam (i nagradzam) lekki ruch głową w lewo. O!! Una powtarza ten ruch, więc znów go klikam (i nagradzam). Teraz już WIE, na pewno chodzi o ruch głową w lewo, powtarza go znów, ale ja nic, zniecierpliwiona, powtarza ten ruch nieco intensywniej (hej! pańcia! nie widziałaś, że ruszam głową?!?!) i przy okazji przestawia łapę - klik/smakołyk. Acha! Teraz już Una robi cały krok w lewo, który oczywiście klikam (i nagradzam), a Una zastanawia się, czy może chodzi o coś, co leży na lewo od niej? Kieruje się więc w stronę leżącego tam plecaka, kapci i foliowej siatki - klik/smakołyk. Una "zalicza" smakołyk i wraca do leżących na lewo od niej rzeczy - paca nosem plecak. Ja nic. Paca mocniej, ale cofając nos muska przy okazji leżącą siatkę - klik/smakołyk. Jeszcze nie wie o co chodzi, wraca do plecaka, krąży wokół niego i dotyka siatkę łapą - klik/smakołyk. Teraz już załapała, chodzi mi o coś związanego z siatką, idzie prosto do siatki i kładzie na niej łapę - klik/smakołyk. Wraca do siatki, kładzie łapę, ja tym razem nic, więc Una szturcha nosem siatkę - klik/smakołyk. Idzie do siatki, znów szturcha ją nosem, ja za pierwszych razem nic, ale za drugim jednak klikam i nagradzam. Wraca do siatki, próbuje wziąć w zęby! Klik/jackpot (kilka nagródek jedna po drugiej)! Wraca do siatki, bierze ją w zęby i przynosi do mnie - klik/jackpot, koniec sesji Zajęło nam to jakieś 5 minut, pies bawił się świetnie, ja zresztą też :) Jasne, mogłabym po prostu wskazać ręką na siatkę i poprosić, żeby mi ją przyniosła, ale wtedy co z tą całą frajdą?  Zresztą w tym przypadku chodziło wyłącznie o naszą wspólną rozrywkę :)

Oczywiście można kształtować nie tylko ot tak, dla rozrywki - można też kształtowaniem uczyć rzeczy bardziej pożytecznych i przydatnych - można ukształtować psu niemalże wszystko, od chodzenia przy nodze (no, do tego trzeba się ruszyć z kanapy ), aż po... picie wody - ale w każdej sytuacji dobra zabawa liczy się przede wszystkim :)

 

* tak k'woli ścisłości, to zakładam Unie łańcuszek zaciskowy, ponieważ jest on wymaganą obrożą na egzaminach i zawodach PT. Kiedy więc zamierzam trenować posłuszeństwo - zakładam łańcuszek, dzięki czemu mam piękne skojarzenie - "łańcuszek? huraa! ćwiczymy!"  oczywiście NIGDY nie zapinam go na zacisk :)