poniedziałek, 22 sierpnia 2011
LoLaBuLand

To będzie długi wpis, przygotujcie się ;)

Wszystko zaczęło się dawno, jakieś 8 czy 9 miesięcy temu. Silvia Trkman - osoba, której w agilitowym świecie przedstawiać nikomu nie trzeba - ogłosiła, że latem 2011 zorganizuje u siebie "w domu" obozy agility. Szybkie narady, nerwowe czekanie i szybka informacja - przyjęci! :) Hip hip hura!

I tak na początku sierpnia zapakowałam aygo starannie i dokładnie i ruszyłam w daleką podróż (1150km w jedną stronę). Kiedy na trasie dotarło do mnie, że ten wyjazd stał się faktem, że tym razem nic mi przeszkodziło, poczułam się potwornie szczęśliwa. Musiałam wyglądać zabawnie tańcząc za kierownicą podczas jazdy za traktorem ;)

Szybki nocleg na trasie, przepakowanie manatek i następnego dnia - teraz już busem - ruszyliśmy w dalszą drogę. Psy komfortowo, każdy w swojej klateczce, klima, słowem - ful wypas :)

Drogi - w większości autostrady - prowadziły nas gładko i szybko, ale kiedy z nich zjechaliśmy, mogliśmy się poczuć całkiem swojsko patrząc na asfalt ;)
droga

ale wystarczyło podnieść głowę, żeby się przekonać, że już dawno opuściliśmy Polskę:
gorki

Jeszcze tylko ostatni tunel
tunel Ljubelj

i jesteśmy w upragnionej Słowenii!

Jeszcze kawałek zwykłą drogą, potem autostrada, potem przypadkowy przejazd przez Ljubljanę ;) i wreszcie JESTEŚMY!!
LoLaBuLand

Rozbiliśmy nasze namioty, rozlokowaliśmy psie klatki, niektórzy nawet połączyli się z internetem ;) Zapadł zmrok, podekscytowanie ustąpiło zmęczeniu i poszliśmy spać...

Następnego dnia ta pani
Silvia

ostro wzięła nas do galopu ;) Układ treningów nas nieco zaskoczył - o 9 zaczynaliśmy trening (dział: "handling") - wszyscy razem (znaczy się te 11 czy 12 psów :o). Oznaczało to długie czekanie na swoją kolej, ale szybko okazało się, że przynajmniej psy mają więcej czasu na regenerację w tym upale, a że z placu do namiotu mamy rzut beretem to spokojnie można je tam odstawiać. A i biegania wcale nie było mało!

Silvia zaczynała zawsze od zaprezentowania kolejności przeszkód. Obłęd na kółkach ;) zazwyczaj każdy przynajmniej raz się gubił. Tory przeprawiały o zawrót głowy :D Były naprawdę szybkie i wymagały ciągłej koncentracji, każdy punkt potrafił kryć w sobie pułapkę. Trudne wejścia w slalom, kuszące proste tunele jeden na wprost drugiego itd. Czad po prostu :D Żałowałam trochę, że z Racą nie skończyłam ani strefówek, ani slalomu, przez co nie mogłam ich biegać. Ale Silvia dbała, żebym się nie nudziła, wymyślając mi tory alternatywne :D No tak, bo chyba nie wspomniałam, że moim "psem do biegania" była Raca, Uny kontuzja wciąż nie pozwalała jej na treningi :( tak więc kelpik zasuwał po przeszkodach aż się kurzyło i cóż mogę powiedzieć? Był bardzo, bardzo dzielny! Słuchał co się do niego mówi (a Silvia pilnowała, żebym mówiła na czas!), starał się bardzo, na "naprzód" zamieniał się w geparda i w ogóle - na tych trudnych torach naprawdę dawał radę! A ja dostałam od Silvii to, czego mi było potrzeba - porządną dawkę wyzwań z bardzo staranną oceną co robię źle i z radą jak mogę zrobić to lepiej :)

Zdjęcia? Owszem, robiłam zdjęcia ćwiczącym psom, ale też przyznaję bez bicia - koncentrowałam się głównie na "naszych":

Eri Eri

Romek i Evo Evo

Olga z Bravą Brava

Vigo Vigo

Zajęcia z handlingu kończyły się o 13, kiedy to przyjeżdżał lunch (dla tych bogatych, biedota pichciła sobie samodzielnie;) ). Ok, czasem nie wszyscy zdążyli pobiec, wtedy ich kolejka była przenoszona na "po lunchu".
W czasie tej półtoragodzinnej przerwy towarzystwo rozpełzało się po okolicy;) "nasi" zazwyczaj szli na spacer do lasu. Ja za to poświęcałam ten czas Unie - masowałam jej pilnie mięsień, brałam na krótki spacer fizjologiczny, a potem na przejażdżkę rowerem (tak! mieliśmy nawet rower!), po której pozwalałam jej nieco pogonić za piłeczką, a pod koniec nawet minimalnie coś skoczyć.
Około 14.30 wracaliśmy na plac, tym razem na "foundations". W tym dziale Silvia skupiała się na podstawach. Tak więc mieliśmy aż dwa spotkania poświęcone cik/cakom (czyli ciasnym zakrętom, które - tłumaczę niewtajemniczonym - są (razem z bieganymi strefami) wizytówką Silvii), było spotkanie strefowe i slalomowe, było też bardzo zabawne :mrgreen: spotkanie "in or out", na którym poległa zdecydowana większość. Silvia ustawiła 4 hopki między tunelami i trzeba było na nich zrobić tak: tunel - serpentyna na czterech hopkach - tunel - cztery hopki skakane od strony przewodnika - tunel - cztery hopki skakakne do przewodnika. Obłęd na kółkach:D
Z foundations gładko przechodziliśmy do ostatniej części czyli tricków (tu podmieniałam psy, na sztuczkowe zajęcia zabierałam Uniaka). Bardzo podobało mi się, że Silvia sztuczki tak fajnie uporządkowała i podzieliła na działy (a więc były najpierw proste sztuczki z dotykania łapami, potem różne cofania, sztuczki "na balans" (jak np. podnoszenie dwóch bocznych łap) i sztuczki rozciągające), jak również zachwyciły mnie niektóre jej pomysły, które powodowały, że sztuczka ze strasznie trudnej stawała się całkiem prostą do nauczenia:D
Kiedy kończyliśmy i dzionek się kończył, czas było usiąść, pogadać, pojeść 8-) pograć (wygrałam wszystkie rozegrane partie scrabble!*) lub pooglądać filmy i wreszcie - pójść spać. Brzmi nudnawo? Wcale tak nie było! Przede wszystkim - byliśmy w świetnym towarzystwie, dobrze zgraną paczką i dobrze nam było ze sobą :love: Poza tym niektóre rozmowy były naprawdę ciekawe. Pozwolę przytoczyć sobie jeden dialog (podczas zajęć ze sztuczek):
- "Romek, smaczki mi się kończą, może pojedziemy nad morze?"
- "Jasne".
I tak wylądowaliśmy... we Włoskim Trieście:
Obrazek

Połaziliśmy z naszą ósemką psów po nabrzeżu, pogapiliśmy się w dal
Obrazek
i generalnie przyciągaliśmy spojrzenia :lol:

(photo by Olga).

I do tego na końcu molo zrobiliśmy scenę, bo ja już miałam dość tych moich potworów i odpięłam smycze. Każdemu odpięciu karabinku towarzyszył głośny plusk - moje wydry bez wahania władowały się do morza!
Obrazek

Obrazek

Dodam do tego, że pozostałe psy wejść do wody się bały, ale za to się podnieciły, któryś zaczął szczekać, ja moich nie mogłam wyłowić, bo co jedną złapałam, to druga nawiewała :lol: Słowem, cały Triest wiedział, że tam jesteśmy :lol: 

Po kąpieli moich wydr odstawiliśmy część towarzystwa do auta i w mniejszym gronie poszliśmy na pizze, a potem na nocny spacer po mieście:
Obrazek
Było bajecznie i szalono (Ci co mieli psy poćwiczyli cik/caki na betonowych słupkach otaczających jakiś pomnik :lol: ).
Po powrocie głęboką nocą do LoLaBuLandu padliśmy jak kawki :lol:

Innego wieczoru wyskoczyliśmy do Ljubljany spotkać się ze znajomymi, połaziliśmy po mieście (nie wzięłam aparatu, więc dokumentacji brak), po czym spędziliśmy miły wieczór gadając i popijając niskoalkoholowe trunki. Przysięgam, że moje to były całkiem bezalkoholowe. I że mój aparat nie pił nic a nic!!
Obrazek
:D :D :D

To może jeszcze kilka kadrów z LoLaBuLandowych okolic:
Obrazek

Obrazek

i tych pań to było tam stanowczo za dużo!
Obrazek

To może milsze widoki:Obrazek


Obrazek

Co jeszcze? Ach, Alpy oczywiście! W niedzielę, kiedy obóz się już zakończył :( wybraliśmy się z kolejnym słoweńskim znajomych na wycieczkę w Alpy
Obrazek

Cóż tu dużo mówić? Ślicznie było niesłychanie, widoki zapierające dech w piersiach, banda 9 psów całkiem legalnie (sic!!) biegała razem z nami bez smyczy (znaczy się Una była na smyczy przez większość czasu, ale to ze względu na łapę).
Obrazek

Triglav, najwyższy szczyt Słowenii
Obrazek

Nasza banda:
Obrazek

Obrazek

I pozwolę sobie wkleić dwa zdjęcia Iztoka:

(przepaść za psimi plecami ma 300m głębokości)

a to mnie strasznie śmieszy:


Ja w tym czasie robiłam to zdjęcie:
Obrazek

To wszystko? Prawie! Zostało nam tylko zmoczenie psów w górskim strumyku (konkretnie w Sawie)

i nadszedł smutny czas pożegnania z LoLaBuLandem...

Dla tych którzy dobrnęli do samego końca mam jeszcze poobozową superprodukcję :D

 

*rozegraliśmy jedną :lol:

14:03, hulajdusza4 , Relacje
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 08 listopada 2010
Międzynarodowa Wystawa Psów w Poznaniu

Jak co roku w Poznaniu na targach była Międzynarodowa Wystawa Psów Rasowych. Raca się na niej socjalizowała, Una biegała na pokazach agility i po wystawowym ringu :lol:
W skrócie: jestem bardzo zadowolona z obu :love:

W mniejszym skrócie ;)
Ze względu na pokazy agility miałam okazję być na hali w piątkowy wieczór (noc właściwie :lol: ) i oczywiście zabrałam ze sobą Racuszka. Wsiowy mój burek wszedł zatem na niemalże pustą halę, lekko ugiął łapki, przywitał się trwożliwie ze biegającym totalnie bez dozoru gończym młodzikiem, po czym uznał, że jest ok. Okazję wykorzystałyśmy maksymalnie, czyli Raca nie tylko obeszła sobie całą halę, ale też poszarpała się ze mną zabawką na wykładzinie - i byłam z niej bardzo, bardzo, bardzo dumna, bo szarpała się ze mną, kiedy obok za frisbee biegały dwa-trzy bordery, a za nią jeszcze łaził ten gończak - i nie puściła, nie przerwała, nie rozproszyła się, chociaż na szczeniaka będącego tuż tuż zerkała. Kiedy gończy sobie polazł, to porobiła też w tych warunkach swoje śliczne zostawania (obok biegające bordery!!) i - w ramach chwytania okazji za ogon - zrobiłyśmy puppy set point na wykładzinie (Susan Salo podkreśla, że ważne jest ćwiczenie na różnych nawierzchniach, okazja potrenowania na hali na wykładzinie? Rzadka!). Szczeniak pracował absolutnie normalnie, całkiem tak jak zawsze :love: na "deser" jeszcze Raca miała okazję pobawić się ze szczeniakiem parsonem i muszę powiedzieć, że się naprawdę ładnie bawiły (ja po Unie jestem na tle psiej zabawy nieco przewrażliwiona, Uny zabawa jest o pół kroku od bójki, a źródło tego jest m.in. właśnie w niedobrych zabawach w szczenięctwie).

W sobotę i w niedzielę na halach już było tłoczno, ale Raca już z halą była zaznajomiona, więc bez problemów - łaziłam z nią po stoiskach, między halami, po halach. Generalnie zatrzymywało nas mnóstwo ludzi witając się ze mną, głaszcząc Racę, część najwyraźniej nas znała, ja nie zawsze wiedziałam, z kim mam przyjemność :lol:



Una biegała na pokazach agility, ale ze względu na moją poturbowaną kostkę, Uny przewodnikiem była Paula. Sucz biegała ładnie, jestem z niej bardzo zadowolona :) i na dodatek elegancko pracowała z Paulą, kiedy ja stałam na środku toru, była taka dzielna :love: aaa, i wygrała wyścigi slalomowe :D



W sobotę do tego Una miała przebadane oczy (wynik badania: oczy czyste) w ramach wspólnej akcji Klubu Ogara i Gończego Polskiego oraz bodajże AR w Lublinie - chcą przebadać oczy jak największej ilości psów i spróbować określić dziedziczenie PRA u polskich ras myśliwskich. W związku z tym badają psy za darmo i pobierają materiał genetyczny. Świetna inicjatywa, popieram całym sercem :)

A w niedzielę Una biegała po ringu wystawowym (kiedy mijał termin zgłoszeń, nie wiedziałam o pokazach, a że wiedziałam, że będę chciała wejść na teren wystawy z dwoma psami, to chociaż jednego chciałam mieć "na legalu"), a że gończe są wystawiane za darmo, to co mi szkodziło? Do niczego nam to niepotrzebne, szampionatu się Una dochrapała już dawno, na wystawowe wygrywanie to ona nie dość ładna, jest, ale skoro potrzebowałam wejściówkę... 8-) W każdym razie Una zachowała się bardzo dziwnie, bo cofnęła się przed sędziną i nie chciała się jej dać obmacać :shock: Szok, bo ona do ludzi jest zawsze bardzo miło nastawiona i zawsze problemem przy jej macaniu było to, że się radośnie do sędziego wiła :lol: oprócz lekkich problemów z macaniem pokazała się bardzo ładnie, ładnie biegała i ładnie stała :) Ocena absolutnie zgodna z przewidywaniami: dosk, 2/2 :lol:

 

Za zdjęcia dziękuję: niezawodnym JiMom oraz Markowi Rezonowemu :)

22:42, hulajdusza4 , Relacje
Link Komentarze (7) »